attractions-620349_1280

Powtórka z rozrywki

Codzienne informacje płynące z mediów sygnalizują, jak pełne absurdów jest polskie prawo. Ciągle dowiadujemy się, ile trwają sprawy w sądach, ale dopiero, gdy sami się zetkniemy z niekończącą procedurą, to zrozumiemy, o co ten cały szum. To tak tylko słowem wstępu, a teraz przechodzę do sedna.

Otrzymałam odpowiedź z Samorządowego Kolegium Odwoławczego dotyczącą odwołania od warunków zabudowy wydanych na moją “dużą” działkę (o sprawie pisałam tutaj). Mimo, że czytałam w internecie trochę na temat tego, czego mogę się spodziewać w takiej sytuacji, to i tak byłam zaskoczona decyzją. Jakoś tak sobie zakodowałam,  że SKO do odwołania albo się przychyli, albo je odrzuci. Nic takiego nie nastąpiło, bo wydana przez gminę decyzja o warunkach zabudowy została uznana jako naruszająca prawo i przekazana do ponownego rozpatrzenia w gminie. No czegoś takiego, to nie brałam nawet pod uwagę!

Zapewne przychodzi Ci Czytelniku do głowy oczywiste pytanie, jak to możliwe, że urząd gminy wydaje decyzję o warunkach zabudowy niezgodną z prawem. Przecież mój wniosek nie jest precedensem, przecież nie ja jedna starałam się o WZ… Wydział Budownictwa zajmuje się tym każdego dnia, więc o jakim naruszeniu prawa mowa?

W tym momencie sięgam do siemiostronicowej odpowiedzi z SKO, aby móc szczegółowo napisać w czym tkwi “problem”. Największe zastrzeżenia budzi analiza urbanistyczna, na podstawie której wydawane są WZ, ponieważ została ona przeprowadzona w sposób nieprawidłowy! Oto stwierdzone przez SKO uchybienia:

  • brak sprecyzowania sposobu ustalenia obszaru analizowanego– przede wszystkim nie określono, który bok działki został przyjęty jako jej front, a zgodnie z prawem obszar, który ma podlegać analizie, powienien być trzykrotnością frontu i to w każdym kierunku. Za front działki uznaje się oczywiście ten bok, gdzie znajduje się wjazd. Mówiąc prościej, jeżeli część frontowa mierzy 30 metrów długości, to urbanista powinien przeanalizować obszar o promieniu 90 metrów na wszystkie strony świata. A skoro nie zostało jasno powiedziane, co zostało przyjęte za front działki, to skąd wiadomo jaki obszar powinien podlegać analizie? Mało tego, z części graficznej analizy urbanistycznej wynika, że obszar analizowany (…) jest wyznaczony w różnych (zmiennych) odległościach względem każdej z granic terenu inwestycji.
  • brak sprecyzowania, które działki sąsiednie wchodzą w skład obszaru analizowanego oraz jakiego rodzaju zabudowa się na nich znajduje– jak wyjaśnia SKO jest to konieczne do ustalenia powierzchni zabudowy (chodzi o to, jaki procent działki może zajmować planowany dom) oraz szerokości elewacji frontowej. O ile dobrze rozumiem tekst czytany, to w analizie powinna znajdować się średnia tych parametrów, obliczona na podstawie budynków usytuowanych w analizowanym obszarze. Jako uchybienie wskazano również brak informacji na temat ich wysokości.
  • brak obliczeń matematycznych– skoro nie określono jaki dokładnie jest obszar objęty analizą, nie scharakteryzowano zabudowy na nim się znajdującej, to na jakiej podstawie można cokolwiek obliczyć? To tak, jakbyśmy chcieli zacząć rozwiązywać zadanie tekstowe i nieprawidołowo wypisali dane. A właściwie, to jakbyśmy całkowicie ten etap pomięli…
  • błędne określenie parametrów powierzchni zabudowy, elewacji frontowej i wysokości domu– w prawidłowo sporządzonej analizie powinno zostać określone dokładnie, jaka powinna być minimalna i maksymalna wartość. Tymczasem w treści zaskarżonej decyzji wskazano jedynie górną granicę tych parametrów tj. “do 15%” odnośnie wskaźnika wielkości powierzchni nowej zabudowy, “nie więcej niż 22 m” odnośnie szerokości elewacji frontowej oraz “nie więcej niż 9,5 m” przy ustaleniu wysokości głównej kalenicy.

Jak chodzi o samo w sobie odwołanie, to w całym liście poświęcono mu jeden akapit. Stwierdzono, że jest ono bezzasadne (no! :)Bez znaczenia dla ustalenia warunków zabudowy jest okoliczność czy dostęp do drogi publicznej odbywa się za pośrednictwem drogi o odpowiednich parametrach technicznych, czy też za pomocą drogi wogóle nie utwardzonej. Natomiast jak chodzi o szerokość drogi, to jest to sprawa do rozpatrzenia na etapie pozwolenia na budowę, jednak biorąc pod uwagę fakt, że rok temu powstał dom z takim samym dojazdem, podejrzewam, że w starostwie nie stanowi to problemu.

Oczywiście po przeczytaniu tego listu przez moją głowę początkowo przeleciała baaardzo długa “wiązanka”. Po co robią takie nieprawidłowe analizy?! Jak można płacić urbaniście za źle wykonaną pracę? Czy inni pracownicy wydziału budownictwa, zwani specjalistami mają świadomość, że wydawane WZ są niezgodne z prawem? Teraz czekam od nowa na warunki zabudowy… Kilka dobrych miesięcy zmarnowane. Mimo, że nie będę się tam budować, to wciąż to jest moja działka i chciałabym, aby zostały na nią wydane WZ, o jakie się staram. Pocieszające jest to, że nie przychylili się do tego odwołania, czyli utwierdziłam się w przekonaniu, że racja jest po mojej stronie.

Będąc w gminie, dowiedziałam się, że warunki zostaną ponownie wydane, tym razem z prawidłowo wykonaną analizą. Ale wiecie co jest w tym wszystkim paradoksem? Nie to, ile czasu to znowu potrwa. Najlepsze jest to, że od nowej decyzji znowu będzie przysługiwało odwołanie. Ciekawa jestem, kiedy ta karuzela w końcu się zatrzyma?

Dodaj komentarz